Wpisy z tagiem "tonsura":
Św. Jana Kapistrana, Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego
Żył około roku Pańskiego 1456.
(Żywot jego napisany był przez Papieża Piusa II.)
Święty Jan rodem Włoch, przyszedł na świat przy końcu wieku XIV, w małéj wiosce zwanéj Kapistrana (Capistranna) w królestwie neapolitańskiém. Był synem zamożnego szlachcica, który z Niemiec przybywszy z księciem Andegaweńskim gdy ten obejmował tron neapolitański, osiadł w tém państwie. Dla słuchania wyższych nauk wysłany do Perużyi, tak się tam odznaczył i znakomitém wykształceniem, i wielkiemi zdolnościami i prawością charakteru, że młodym jeszcze będąc zajął jeden z pierwszych urzędów w tém mieście, a najbogatszy pan téj prowincji, przeznaczył mu swoję córkę za małżonkę, z którą się Jan zaręczył. Przytém posiadał on szczególne zaufanie króla neapolitańskiego Władysława, do którego podówczas Perużya należała; ten używał go w poselstwie od siebie i do innych miast, dla załatwienia ważniejszych spraw państwa.
Coraz téż świetniejszy otwierał się zawód Janowi, i zdawał się on na drodze do najwyższych godności i zaszczytów ziemskich. Lecz że Pan Bóg przeznaczał mu nie ziemskie, lecz niebieskie wielkie nagrody, wkrótce doznał nasz Święty zmiany w swoim losie. Perużanie zbuntowali się przeciw królowi neapolitańskiemu, a znając Jana jednym z najprzychylniejszych urzędników sprawie Władysława, uwięzili go i zamknęli w ciemnéj i wilgotnéj piwnicy, w któréj i głodem go morzyli i najdotkliwsze zadawali mu obelgi i przykrości. Donieśli wprawdzie o tém jego przyjaciele królowi: ten łatwo mógł, wchodząc w różne układy z Perużanami, uzyskać uwolnienie tego najwierniejszego swego sługi, lecz tego nie uczynił. Taka z jego strony niewdzięczność żywo dotknęła Jana, i dowiodła mu jak na ludzi i ich względy rachować nie warto; a Bóg który mu to zsyłał dla widoków swojego szczególnego nad nim miłosierdzia, rozbudził wtedy w sercu jego pragnienie opuszczenia świata, i skoro odzyska wolność, wstąpienia do Zakonu. Już więc wahał się tylko jakie zgromadzenie ma wybrać, i gorąco prosił Matkę Bożą, aby mu wyjednać raczyła u Pana Jezusa wyraźną jaką w téj mierze skazówkę. Tak upłynęło dni kilka, kiedy odmawiając pacierze o Matce Bożéj Officium Parvum zwane, ujrzał więzienie swoje napełnione światłością niebieską, a wśród niéj objawił mu się święty Franciszek Seraficki, polecając aby do jego zakonu Braci-mniejszych wstąpił. Co większa: po tém widzeniu głowa Jana została tak ostrzyżoną w koronę, jak ją ciż zakonnicy noszą,
Tymczasem, przyjaciele Jana widząc że król o jego uwolnienie nie stara się, sami weszli w układy z Perużanami, i za umówioną sumę pieniężną, wykupili go z więzienia. Święty wyszedłszy na wolność, zerwał zaręczyny uczynione z ową córką zamożnego pana, rozdał cały swój majątek na ubogich, i udał się do klasztoru Braci-mniejszych na górze Perużańskiéj położonego, prosząc aby go przyjęto. Miał wtedy lat trzydzieści. Przełożony uczynił zadość téj probie, lecz obawiając się czy jego powołanie nie jest tylko dziełem chwilowego zniechęcenia do świata który go zawodził, umyślił na różne wystawić go próby. Między innemi, przywdzianemu dziwacznie i z tablicą na piersiach, na któréj były wypisane różne jego grzechy, kazał mu wsiąść na osła i ulice miasta objechać. Spełnił to święty Jan jak najochotniéj, a za tak mężne przezwyciężenie wszelkich względów światowéj próżności na samym wstępie na drodze życia zakonnego, dał mu Pan Bóg tę łaskę że już wszelkie inne upokorzenia, których mu nie szczędzono w nowicyacie, były dla niego jakby niczém. Przyszło bowiem było i do tego, że go po dwakroć wypędzono z klasztoru, jako niezdatnego do żadnych obowiązków. Lecz i to nie zraziło sługę Bożego: po kilka dni siadywał pod furtą wraz z ubogimi żywiąc się tém co po nich stawało. Przyjęty nareszcie został ostatecznie, lecz i to z tak upokarzającemi warunkami, że poddając się im, dał już wtedy dowód najwyższego stopnia cnoty zaparcia się i pokory. Przed wykonaniem uroczystych ślubów, trzy dni i trzy noce spędził na modlitwie niebiorąc żadnego posiłku. Odtąd zaś już mu nikt z braci w umartwieniach ciała, wytrwałości na modlitwie, najdoskonalszém posłuszeństwie, i w miłości braterskiej, nie wyrównał. Pościł całe życie bez przerwy, raz tylko na dzień biorąc bardzo mało posiłku. Sypiał wszystkiego trzy godziny na gołéj ziemi, resztę nocy spędzał w kościele, modląc się, a najczęściéj przed obrazem Matki Bożéj. Zalewał się wtedy słodkiemi łzami, i prawie za każdą razą wpadał w zachwycenie, i taki rodzaj życia prowadził i wtedy nawet, gdy późniéj wielkiemi pracami apostolskiemi był obarczony.
Po wyświęceniu na kapłana, niezwłocznie przeznaczony został od przełożonych na kaznodzieję, i w tymto zawodzie już odtąd ciągle pracując, stał się jednym z najsławniejszych w Kościele Bożym Apostołem, ogarniając pracą swoją nietylko Włochy, lecz wielką część północnéj Europy. Mistrzem w naukach duchownych miał świętego Bernardyna Seneńskiego, który podówczas wprowadził był ścisłą reformę w klasztorach Braci-mniejszych, a którego on wysokie cnoty wiernie naśladował, a szczególnie w gorliwości rozszerzania czci przenajświętszego Imienia Jezus, i nabożeństwa do Matki Bożéj. Po śmierci tego Świętego, Jan jak we wszystkim tak w dalszym przeprowadzeniu reformy zakonnéj, czynnie i godnie go zastąpił.
Pokory był najgłębszéj, i z tego powodu niczém skłonić go nie można było, aby przyjął Biskupstwo Akwiletańskie, na które został powołany. Wielekroć zamianowany Legatem Papieskim, gdy zewsząd tłumy ludu zbiegały się do niego jakby do jakiego nowego Apostoła, owszem poczytując go za Anioła z Nieba zesłanego, nietylko obojętnie ale z przykrością patrzał na takie oznaki szczególnéj czci powszechnéj, i wtedy powtarzał zwykle te słowa Psalmu Pańskiego: „Nie nam Panie, nie nam, lecz Imieniowi Twojemu daj chwałę” 1. Jak nadzwyczajną ostrością życia jaśniał, tak podobnież zasłynął znakomitemi pismami które wydał, powstając na różne panujące podówczas pod względem obyczajów nadużycia i błędy przeciw wierze. Dwa razy sprawował urząd Wikaryusza Generalnego zakonu Braci-mniejszych, a przykładem własnym i wydanemi rozporządzeniami dokonał rozpoczętéj przez świętego Bernardyna Seneńskiego reformy, w téj gałęzi zakonu świętego Franciszka Serafickiego do któréj należał, którą u nas Bernardynami nazywają, i która pod jego zarządem zajaśniała całą pierwotną ścisłością Reguły Patryarchy Asyskiego.
Ożywiony niezmordowaną o zbawienie dusz gorliwością, wielki ten sługa Boży przebiegł całe Włochy z tak zbawiennym skutkiem, że niezliczona liczba osób pod wpływem jego świętéj wymowy, i uderzona licznemi cudami jaki wszędzie czynił, przez niego na drogę zbawienia zwrócona i na niéj ustaloną została. Papież Marcin V uczynił go był Inkwizytorem, do wytępienia jednéj z najprzewrotniejszych sekt heretyckich, tak nazwanych Fratycelów, którzy w owym wieku z wielką dusz zgubą szerzyli błędy swoje we Włoszech. A gdy gorliwość świętego Jana, połączona z wielką jego łagodnością, wytępiła do szczętu tę dotkliwą w Kościele plagę, tenże Papież zamianował go Generalnym Inkwizytorem, to jest: przewodniczącym w téj Kongregacyi Rzymskiéj, do któréj odnoszą się wszelkie sprawy o kacerstwo oskarżonych. Onto także po usilnéj pracy, w całém państwie kościelném zniósł lichwę, którą Żydzi obdzierali bez miłosierdzia najuboższą ludność. Następny Papież Eugeniusz IV powierzył mu wraz ze świętym Wawrzyńcem Justynianem, sprawę tak zwanych Jezuatów, których niewinność wykrył, obroniwszy ich od rzuconych na nich oszczerstw. Na Wschodzie wielkie także położył zasługi. Onto bowiem ułatwił połączenie się Ormian z Kościołem katolickim, a które nastąpiło na Soborze Florenckim, gdzie obecny Jan, którego dziełem było i to walne zgromadzenie, zajaśniał jak słońce. Zamianowany przez Mikołaja V generalnym Inkwizytorem przeciw Żydom i Saracenom w całych Włoszech, nawrócił w Rzymie najstarszego Rabina żydowskiego, wraz z czterdziestu najznakomitszymi jego współwyznawcami. Tenże Papież, na żądanie cesarza Fryderyka III, wysłał go do Niemiec jako swojego Nuncyusza, dla nawracania kacerzy i przywrócenia zgody pomiędzy panującymi książętami. W sześcioletniéj apostolskiéj wycieczce swojéj po téj części Europy, podczas któréj zachodził i w różne inne kraje a także i do Polski, szerzył wszędzie mąż Boży chwałę Imienia Jezusowego, a kazaniami i cudami jakie czynił ogromną liczbę heretyków jako to: Husytów, Adamitów, Tabarytów i innych przywrócił Kościołowi.
Wtedy przybył i do nas, zaproszony przez króla Kazimierza, a przyjęty w Krakowie przez Biskupa i kardynała Zbigniewa Oleśnickiego z największą uroczystością, kazywał tam na rynku codziennie przez dziewięć miesięcy, i założył klasztor swojéj reformy ojców Bernardynów na Stradomiu.
Podczas pobytu w Polsce, odebrał od Papieża, którego sam namówił był do ogłoszenia wojny krzyżowéj przeciw Turkom, polecenie aby do niéj skłonił Panów chrześcijańskich. Wtedy Jan przeleciał jak błyskawica całe Niemcy, Węgry, Czechy i inne prowincye, a kazaniami swojemi i odezwami, tak do téj świętéj wyprawy zapalił serca panujących książąt, że w krótkim czasie siedemdziesiąt tysięcy wojska chrześcijańskiego stanęło, gotowego do boju. Jegoto obecności w czasie stanowczéj bitwy z niewiernymi, wśród któréj z krzyżem w ręku obiegał szeregi zagrzewając je do walki, a ciągle wzywając głośno Imienia Jezusa i Maryi, zawdzięcza sprawa chrzęścijaństwa całego zwycięstwo, jakie podówczas odnieśli nasi nad Turkami pod Belgradem, gdzie dwa razy liczniejsze ich hufce poszły w rozsypkę i na głowę pobite zostały.
Wkrótce potém, święty Jan strudzony tylu pracami, wycieńczony ostrą pokutą, zapadł w śmiertelną chorobę, w klasztorze swoim w Wilaku w Węgrzech. Kilku panujących przybyło go odwiedzić; upominał ich aby bronili wiary chrześcijańskiéj, i oddał Bogu ducha dnia 23 Października roku Pańskiego 1456, mąż prawdziwie Apostolski, a jak się wyraża o nim Brewiarz, z serca Męczennik. Kanonizował go Papież Aleksander VIII.
Pożytek duchowny
Świętemu Janowi Kapistranowi żywo się przedstawiła znikomość rzeczy ludzkich i dał mu się słyszeć głos Boga powołujący go do wyłącznéj swojéj służby, gdy był zamknięty w więzieniu. W samotności to bowiem najzbawienniejsze przychodzą nam myśli, i łatwiéj tam dosłyszeć co Pan Bóg do duszy naszéj przemawiać raczy. Jeśli chcesz bliżéj z Bogiem obcować, przynajmniéj niekiedy odsuń się od wrzawy świata.
Modlitwa (Kościelna)
Boże! któryś zasługami i nauką błogosławionego Jana, Kościoł Twój przedziwnie uświetnił, i przez niego nad wrogami chrześcijaństwa przez moc przenajświętszego mienia Jezus, wiernym zwycięstwo odnieść dał; spraw prosimy, abyśmy nieprzyjaciół naszych za jego pośrednictwem przemagając na ziemi, nagrody razem z nim dostąpili w Niebie. Przez Pana nastego i t. d.
Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.
Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 906–908.
Nauka moralna
Na podstawie wydania z 1937 r., s. 848
Święty Jan Kapistran, ten były słynny prawnik i doktor, sędzia i ulubieniec królewski, wstąpiwszy do zakonu stał się wspaniałym wzorem chrześcijańskiej pokory. Wszyscy, w jakimkolwiek żyjemy stanie, powinniśmy brać przykład z tego wielkiego Świętego, albowiem
- Pokora czyni nas miłymi Bogu. Psalmista Pański mówi: „Któż jako Pan, Bóg nasz, który mieszka na wysokości, a na niskości patrzy na Niebie i na ziemi?” (Psalm 112, 5—6). Znaczy to, że Bóg jako najwyższy Pan i jedynie prawdziwy Bóg znajduje w pokorze szczególne upodobanie. Izajasz prorok pisze: „Bo tak mówi Wysoki i Wyniosły mieszkający w wieczności, a święte Imię Jego na wysokości i w świątyni mieszkający, a ze skruszonym i uniżonym duchem, aby ożywił ducha zniżonych, ażeby ożywił ducha skruszonych”. Prorok Daniel woła: „Wy Święci i w sercu pokorni, chwalcie Pana”, najmilsza bowiem jest Mu chwała z ust pokornych. Najświętsza Panna oświadcza wyraźnie, dlaczego Bóg Ją tak umiłował i wyszczególnił, mówiąc: „Pan raczył spojrzeć łaskawie na niegodną sługę swoją” (Łuk. 1, 48). Święta Magdalena de Pazzis na pytanie, dlaczego Bóg miłuje prostodusznych i pokornych, odpowiada tymi słowy: „Przyczyną tego jest pokora, bo ta przyciąga Boga jak magnes do duszy człowieka”. Powiedzmy przeto z Judytą (Jud. 8, 16): „A przeto ukorzmy dusze nasze i w duchu uniżonym służąc Mu, mówmy z płaczem Panu, aby według woli swojej uczynił z nami miłosierdzie swoje”.
- Pokora wyjednywa nam łaskę i przychylność Boską. Pismo św. powtarza kilkakrotnie, że Bóg czuje wstręt do dumnych, a łaskawy jest dla pokornych. Łaski Pańskie nazywa święty Jan zdrojami żywej wody. „Woda stacza się na dół, nie idzie pod górę, łaska Boża spływa w głębie serc pokornych, nie w dusze nadęte dumą i zarozumiałością. Doliny są o wiele żyźniejsze od gór”. Mówi to również już psalmista Pański, iż wyniosłości bywają często nagimi skałami, z których stacza się deszcz ożywczy, użyźniając doliny zasłonięte od mroźnych wiatrów. Historia uczy, że dumni i napuszeni są pozbawieni łask i wewnętrznego spokoju, pełni trosk i drażliwości, wystawieni na burze pokus i namiętności, a pokorni są bogaci w łaski, spokój, wesele, nadzieje i serdeczne pociechy, męstwo i rozliczne cnoty.
Footnotes:
Psalm. CXIII. 1.
Św. Aniceta Papieża i Męczennika
Żył około roku Pańskiego 175.
(Żywot jego był napisany przez świętego Damaza Papieża.)
Święty Anicet, dwunasty z rzędu po świętym Piotrze Papież, był rodem z Syryi. Przyszedł na świat przy końcu pierwszego wieku, a sława jakiéj w Kościele Bożym zażywał w połowie drugiego, dowodzi iż od lat młodych odznaczył się wysoką świątobliwością w zawodzie duchownym.
Jakoż obdarzył go Pan Bóg wysokiemi zdolnościami: wielkodusznością, stałością i męstwem. Pomimo niebezpieczeństwa na jakie podówczas każdy wierny był wystawiony, a najbardziéj kapłani na których najbaczniejszą zwracali pogańscy prześladowcy uwagę, służył z całą gorliwością Kościołowi i mężnie bronił prawdy i czystości wiary świętéj. Poczytywano go powszechnie za najdzielniejszego wszelkich błędów heretyckich pogromcę, i za najuczeńszego i najświątobliwszego w owych czasach kapłana Kościoła Rzymskiego. To téż po męczeńskiéj śmierci świętego Piusa I Papieża, w roku Pańskim 157 zaszłéj, święty Anicet wyniesionym został na Stolicę Apostoiską.
Wielce potrzebował wtedy Kościoł Boży tak znakomitego Pasterza, gdyż złość i zuchwalstwo odszczepieńców bardzo szerzyć się zaczynało, każąc obyczaje wiernych, i podkopując zasady nauki katolickiéj. Tych zawziętych wrogów Chrystusowych, nagromadziło się było najwięcéj do Rzymu, właśnie w tym celu aby na wiarę świętą uderzać przedewszystkiém tam, gdzie ona jako w źródle swojém przechowywana i strzeżona, jaśnieje zawsze najświetniéj i całe ciało Kościoła ożywia.
Walentynian, jeden z najbezbożniejszych kacerzy, osiadł tam był jeszcze za papiestwa świętego Hygina; a za czasów jego następcy świętego Piusa, rozpowszechniwszy swoje błędy, ciągle nowych zwolenników pozyskiwał. Także niejaka Marcelina, kobieta podejrzanych obyczajów, a bardzo wykształcona, należąca do heretyckiéj sekty Gnostyków, zjawiła się była przed niejakim czasem w Rzymie i wielu w swoje piekielne sidła wikłała. Nareszcie znajdował się tam podówczas i przewrotny kacerz Marcion, i od samego początku Papiestwa Piusa I, swoję bluźnierską naukę rozsiewał. Słowem, że święty Anicet wstępując na Stolicę Apostolską, ujrzał się jakby oblężonym przez tych wysłanników szatańskich, czyhających na zgubę Kościoła, lecz których on przez czas swojego panowania, w końcu zupełnie wyniszczył, ścigając ich do ostatka, a wszelkiéj dokładając usilności aby wiernych przeciw jadom ich przewrotnéj nauki, na zawsze obwarować i zabezpieczyć.
Dziwnie téż Pan Jezus błogosławić raczył niezmordowanym zabiegom tego Swojego Zastępcy na ziemi! W krótkim czasie powierzona jego pasterskiéj pieczy owczarnia, w skutek jego ojcowskiéj troskliwości i gorliwości, uleczoną została z tego jakby morowego powietrza, złością wielkiéj liczby kacerstw szerzonego. Sekty Walentynianów, Marcionistów, Gnostyków i wszystkich innych heretyków, nie mogły ostać się przy swoich błędach, co chwila jużto kazaniami, już okólnemi listami i różnego rodzaju pismami wyświecanych i zbijanych przez uczonego Papieża. Z drugiéj zaś strony świątobliwość jego obyczajów, nadzwyczajna ostrość życia, obok nieustającego miłosierdzia dla ubogich, dla których był całém sercem wylany, porównywana z obyczajami odszczepieńców, najskuteczniéj przemawiała do ludu i odstręczała ich od nieprzyjaciół Kościoła. Wielki ten Papież, tak skutecznie uprawiał powierzoną mu od niebieskiego gospodarza, winnicę, że Rzym który jest węzłem jedności katolickiéj, i stolicą nieskazitelności wiary, stał się jakby „główną siedzibą wysokiéj świątobliwości i wielką szkołą gorącéj pobożności chrześcijańskiéj” jak się wyraża święty Hegezypas, za papiestwa świętego Aniceta Rzym zwiedzający. Znakomity ten historyk kościelny, który dla tém dokładniejszego opisu stanu Kościoła za jego czasów, zwiedzał prawie wszystkie kraje gdzie wiara święta już rozszerzoną była, opisując stan Kościoła w Rzymie za papiestwa świętego Aniceta, powiada między innemi że zauważał, iż tam szczególnie zachowywano jak najwierniéj wszystko co Apostołowie przekazali, i czego Sam Pan Jezus nauczał.
Nie dawali jednak odszczepieńcy pokoju świętemu Papieżowi. Od czasu do czasu podnosili głowy, lecz baczność Aniceta czuwała ciągle, i za każdém ich wystąpieniem, silniéj on i skuteczniéj ich pogramiał.
W samych początkach jego papiestwa nawiedził go był święty Polikarp Biskup Smirneński, a uczeń świętego Jana Ewangelisty. Będąc przejęty wielką czcią i poważaniem dla tego wielkiego Papieża, przybył do niego w celu poddania mu pod rozstrzygnienie, niektórych wątpliwości tyczących się karności kościelnéj, w przepisach, w których Kościoł grecki różnił się od łacińskiego. Ci dwaj święci prędko załatwili tę sprawę, i odtąd poznawszy się bliżéj w ścisłéj zostawali przyjaźni. Stosunki takowe, tych dwóch świeczników Kościoła w drugim wieku, wiele się przyczyniły do wytępiania herezyi, naktóre każdy ze swojéj strony, a w tymże duchu jedności katolickiéj uderzał. Dla samych zaś Rzymian, było to szczególnie z wielką korzyścią, gdyż dość długi ten pobyt tak wysokiéj świątobliwości i tak uczonego Biskupa jakim był święty Polikarp, najzbawienniejszy wpływ wywarł na wiernych.
Prócz niego i świętego Hegezypiasza wyżéj wspomnionego, a który z rozkazu świętego Aniceta pisał dzieje Kościoła; w tychże czasach przebywał tam i święty Justynian, wielki Apostoł i znakomity pisarz kościelny. W Rzymie to, i niejako pod okiem świętego Aniceta, napisał on większą część sławnych dzieł swoich, zbijających głównie wszelkie potwarze rozsiewane podówczas przez pogan na chrześcijan, i wyświęcające główne błędy najgłośniejszych kacerzy. Za staraniem świętego Aniceta założył on szkołę, w któréj wykładał naukę katolicką, przez co utwierdził w wierze chrześcijan wystawionych na liczne niebezpieczeństwa duszy, tak z powodu błędów i pogańskich jeszcze panujących i nowych przez heretyków szerzonych. Przytém nawrócił i wielką liczbę pogan, pomimo prześladowania które już nie ustawało. Wielu i innych jeszcze znakomitych mężów Kościoła, garnęło się wtedy do Rzymu, gdzie ich ściągała sława świątobliwości Papieża, a zatrzymywała miłość ojcowska z jaką ich podejmował, i poparcie ich prac apostolskich, jakie w podobnéjże gorliwości samego najwyższego Pasterza znajdowali.
Święty Anicet rządził Kościołem Bożym około lat dziewięciu, a chociaż papiestwo jego na bardzo burzliwe wypadło było czasy, jego jednak pasterska troskliwość, potrafiła zająć się najdrobniejszemi szczegółami tyczącemi się karności kościelnéj, a mianowicie przykładnego i świątobliwego sposobu życia, którém przyświecać powinni duchowni. Wydał między innemi postanowienie, opierające się na zaleceniu świętego Pawła Apostoła, aby duchowni nie nosili trefionych włosów, i przepisał tonsurę: to jest aby księża mieli tak nazwaną koronę na głowie, zawisłą na tém aby włosy nosili nizko ostrzyżone, a na wierzchu aby w kształcie koła, zupełnie wygolone były. Święty Grzegorz Turoneński utrzymuje, iż jeszcze święty Piotr Apostoł, nakazał to był na pamiątkę korony cierniowéj Pana Jezusa: wnosić więc można że święty Anicet wydał wyraźne postanowienie na to co już oddawna, wprawdzie jako zwyczaj tylko, lecz powszechnie było zachowywaném. W każdym razie, mamy w tém dowód jak ten sposób noszenia włosów przez duchownych po dziś dzień zachowywany, jest starożytnym i jak dla tego poważanym być powinien.
Święty ten Papież, nabywając tyle zasług w sprawowaniu swojéj najwyższéj godności, wzdychał ciągle za koroną męczeńską. Gorliwość jego w przechowywaniu powierzonego mu skarbu wiary Kościoła całego, męstwo w walce z wszelkiego rodzaju jéj wrogami i wysoka świątobliwość życia, wysłużyły mu w końcu tę najwyższą nagrodę. Zszedł z tego świata śmiercią męczeńską, za prześladowania cesarza Marka Aureliusza, około roku Pańskiego 167, lecz szczegółów dokładnych śmierci jego nie mamy. Błogosławione zwłoki jego, pogrzebali chrześcijanie na cmentarzu świętego Kaliksta. W roku 1604, za zezwoleniem ojca świętego Klemensa VIII ciało świętego Aniceta zostało wydobyte, i umieszczone we wspaniałéj kaplicy, wzniesionéj na jego cześć przez jednego z książąt Rzymskich. Głowę jego jako drogą relikwią, przechowują w Monachium w kościele ojców Jezuitów.
Pożytek duchowny
Święty Anicet rządził Kościołem Bożym w trudnych bardzo dla niego czasach. Oddając przeto cześć jego zasługom w obronie wiary świętéj położonym, powinniśmy z wielką gorącością ducha wzywać jego pośrednictwa, żyjąc w czasach w których tenże Kościoł święty Matka nasza, na wielkie i zewsząd i wszędzie wystawiony jest pociski.
Modlitwa (kościelna)
Boże! Który nas błogosławionego Aniceta męczennika Twojego i Papieża, doroczną uroszystością rozweselasz; spraw miłościwie, abyśmy pamiątkę jego przejścia do Nieba obchodząc, jegoż tam za nami pośrednictwem do Ciebie cieszyli się. Przez Pana naszego i t. d.
Na tę intencyą Zdrowaś Marya.
Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 299–301.
